piątek, 22 maja 2015

Jak TO wyglądało z mojej perspektywy czyli zeznania drugiej ze stron

(Dla nie wtajemniczonych - to odpowiedź na wpis z bloga Lawendowy Kącik "o tym jak zostałam...").


Chcecie poznać całą sytuację - szanuje to, przymknę oko na to że A. dodała moją prywatną (z nią) korespondencję i wyjaśnię Wam dokładnie co i jak. Na wstępie nadmienię, że paletka była nowa, kupiona na początku roku, na promocji w Douglasie za 109 zł. Kupiłam ja z myślą o rozdaniu - ja podobną paletę już mam. Przed wysyłką zobaczyłam że dwa cienie (z 16stu) były trochę pokruszone, więc pozwoliłam sobie (za zgodą A.!*) je naprawić, ponieważ umiem, a Douglas nie przyjmował zwrotu (nie mogąc się zdecydować wymieniłam poprzedni zestaw). Pomadki były nienaruszone.
*Oto zgoda A. na naprawe 2 cieni:
LAWENDOWY KĄCIK: "Witaj rozumiem nie będzie to problem Pozdrawiam Ania".
Paletka po naprawie 2 cieni była w nienagannym stanie. Wysłałam ją wcześniej niż mówiłam w mailu, bodajże w czwartek wysłałam paczkę (UBEZPIECZONĄ ZA OK 20 ZŁ WYSYŁKA, PACZKA UBEZPIECZONA O WARTOŚCI 150 ZŁ, zabezpieczona bąbelkowo!!!). Także wysłałam wcześniej niż "w przyszłym tygodniu" jak pisałam wstępnie w mailu (ale tego A. też nie sprostowała). Następnie od piątku do wtorku byliśmy w szpitalu (ja i Jarcio) i dopiero w środę odebrałam maila od A.. (Pozwolę sobie go udostępnić, skoro i tak już A. bez mojej zgody udostępniła nasze wiadomości).

Pierwszy mail od A. z LAWENDOWY KACIK "W takim stanie dotarla do mnie paletka"


 Dostałam zdjęcie powyżej i... się popłakałam. Poprosiłam A. o numer telefonu żeby szybko i profesjonalnie wszystko załatwić - żeby dogadać się co dalej i kto zgłasza szkodę na poczcie. Dostałam odpowiedź:
LAWENDOWY KACIK "numeru Ci niestety nie podam bo mam telefon w naprawie z glosnikiem wiec nie wiem kiedy go dostane."

Cóż, dziwne... ale w tamtym momencie przymknęłam na to oko. Tylko pomyślałam ze jej na tym chyba nie zależy. ..ale wzięłam sprawy w swoje ręce i czym prędzej  pobiegłam na pocztę wyjaśnić sprawę. Po powrocie z poczty od razu napisałam:
"Wyszłam z poczty. Niestety to Pani musi zgłosić szkodę na poczcie. Ja poszukam rachunku za paletę i wyślę jego zdjęcie choć na opakowaniu palety jest cena 109 zł. No i niestety przy paczkach wartościowych jest procedura ze paczkę należy otworzyć przy pracowniku poczty. Ale u mnie pani zrozumiała że przecież Pani wolałaby mieć produkt, że nie miałaby pani żadnego celu w tym żeby psuć paletę bo nie wiadomo czy uwzględnią reklamacje czy nie. Proszę to samo powiedzieć u siebie. U mnie panie z poczty są bardzo miłe i normalne także jeszcze do mnie zadzwonią jeśli czegoś się dowiedzą.
Pozdrawiam"

 Anna odpisała:

LAWENDOWY KACIK "Stwierdzili że skoro tak późno przychodzę to pewnie sama ją doprowadziłam do takiego stanu i żądam bóg wie czego"
KOLEJNY MAIL OD LAWENDOWY KACIK "Niestety u mnie się niczego nie dowiedziałam wszyscy umywają ręce w dodatku wredne ludzie"

Ja, po telefonie drugiej, bardziej zorientowanej babki z poczty napisałam:
"A do mnie dzwoniła druga babka z poczty i mówiła coś zupełnie innego niż poprzednia. Motaja się, każdy mówi co innego. I po co ja wysłałam przesyłkę ubezpieczona??? Popłakałam się jak skończyłam rozmowę... szkoda gadać. Z pocztą raczej nie wygram, a sądzić się nie będę bo nie mam na to czasu, siły i pieniędzy na prawników. Całej kwoty za paletę niestety nie jestem w stanie wysłać bo nie pracuje (już samo uzbieranie na tamta paletę było dla mnie wyzwaniem), ale może jest coś co byś chciała w zamian? Gdybyś mieszkała w Szczecinie (pozwolę sobie na Ty) to zaproponowałabym jakiś zabieg np hybrydę, a tak...
Może bon do douglasa? To się przynajmniej nie popsuje podczas wysyłki...
Na prawde nie chce żebyś czuła sie pokrzywdzona :-("
w odpowiedzi dziwne stwierdzenie...
LAWENDOWY KACIK "Z dauglasa nie korzystam.. do jakiej ceny ewentualnie moglabym cos wybrac?"

Dalszą korespondencje oraz więcej moich odp znacie z bloga Lawendowy kącik, więc sobie podaruję. Sytuacja wyglądała tak że po rozmowie z mężem (co chyba jest normalne) zrozumiałam, że przecież nie ja ponoszę odpowiedzialność za szkody tylko poczta także jakim prawem ja (nie dość ze wysłałam paletę za 109 zł, krem do rąk oraz maseczkę z Yves Rocher (bo przypominam, że nie tylko paletka cieni była w rozdaniu), zapłaciłam za ubezpieczona paczkę i mam wysyłać jeszcze 50 zł jako kara za coś czemu nie jestem winna i co pani A. sama przyznała. Wzięłam sobie do serca słowa męża że "nie stać nas na robienie innym prezentów". Liczyłam na to, że spotkam się ze zrozumieniem. Odpowiedź mnie zaskoczyła i doprowadziła do bardzo niemiłych wniosków. Wręcz smutnych wniosków. To ja daję palec......
Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi jaką dostałam (ze ewidentnie coś ściemniam), bo sama zupełnie inaczej bym podeszła do sprawy. Już daaawno, po pierwszej wizycie na poczcie bym odpuściła, w końcu to wina poczty, cieszyłabym się z tego co mam (dwa kremy oraz paletę, która po oczyszczeniu nadal się nadaje do uzytku - co widać po zdjęciach). A już na pewno na nikogo nie wylałabym takiego wiadra pomyj za taka niefortunną sytuacje .... No ale to ja.

 Dodam że:
 A. zakończyła swój wpis słowami, jaki miałaby cel niszczyć nagrodę, na którą się cieszyła. Ale zastanówcie się jaki ja miałabym mieć cel w wysyłaniu popsutej palety w rozdaniu??? No pomyślcie... Chciałam od początku żeby mnie wysmarowano na forum? Sądziłam, że to się nie wyda, bo to Internet i jest się tu anonimowym?? (takie też były komentarze). Dziewczyny, zamieszczam tu własne zdjęcia, opisuję swoje życie, pokazuje Wam zdjęcia mojego syna!!! Naprawdę wierzycie w taką insynuację?? Paleta była nowa. Nieużywana. Kupiona żeby Wam zrobić radość, tak, mimo że nie sram kasą chciałam czytelnikom dogodzić, zyskać nowych,  fajnych czytelników i obserwatorów, bo blog jest dla mnie ważny, a co dostałam? Po dupie. Już nigdy więcej rozdań. Nigdy więcej!!!!! Bo jeszcze jakbym sprzedawała te produkty to jasne, coś zupełnie innego...  ale to był podarunek, który miał swoją wartość i który mi nie spadł z nieba.

 Błąd który popełniłam to brak naklejki na paczce typu „szkło”. Może wtedy paczka dotarłaby bez szwanku? Ale zwiodło mnie to, że paleta była dobrze, ciasno, bąbelkowo zapakowana, no i wyszłam z założenia że ubezpieczoną paczką nie będą ciskać i rzucać na poczcie. Zresztą nie zostałam poinformowana o takiej opcji jak naklejka, ani zapytana o zawartość paczki...
Błędem było też to, że rzeczywiście obiecałam i nie spełniłam obietnicy. Po prostu z emocji (na serio się popłakałam jak dostałam niewyraźne zdjęcie palety -teraz widzę że uszkodziły się dwa cienie z 16 które pobrudziły resztę i na pierwszy rzut oka źle to wyglądało). Chciałam załagodzić sprawę. Dopiero później rozmowa z dwiema bliskimi osobami oraz odpowiedzi A. (wskazujące na to, że poczta zawiniła) uświadomiły mi, że to nie moja wina, że nie jestem zobowiązana do wysyłania A. pieniędzy. I liczyłam na to że ona zrozumie. Mierzyłam ją swoją miarą...........

Przepraszam Cię A. że obiecałam. Na serio myślałam, że zrozumiesz i uwierzysz mi na słowo. Za resztę możesz winić pocztę. Ja się z nimi sądzić nie zamierzam. ale jak Ty chcesz z nimi walczyć to poszukam kwitka potwierdzającego wysyłkę ubezpieczoną o określonej wartości.

Kolejna przykra sprawa to to, że ludzie mnie nie znają. a oceniają z góry. Ja chyba nigdy do tego nie przywyknę, bo po prostu ja nikogo nie oceniam. A komentarze bolą jak cholera.
Wiem, że zostało skomentowane że robię makijaże, a mówię, że nie mam pieniędzy żeby wysłać (makijaż jaki wykonywałam, a o którym pisałam A. w mailu był darmowy - prezent ślubny dla bliskiej mi osoby). Ale tu akurat nie będę się wdawać w dalsze dyskusję, bo i tak to chyba nie ma sensu... Bo i tak mocno się uzewnętrzniłam. A "haters gonna hate" tak czy inaczej.
 I na koniec... tyraństwo mojego męża?... to że rozmawiam z mężem o bieżących ważnych dla mnie sprawach i biorę jego (słuszne w tym momencie zdanie) to tyraństwo?

Tyle w temacie.

Dziekuje tym, którzy wpierają blog i mnie mentalnie. I tym, których interesuje zeznanie drugiej strony. Tych którzy wierzyli, że sprawa mogła wyglądać nieco inaczej. Dla Was ten wpis.

środa, 20 maja 2015

Pożegnanie

To już koniec bloga. Może nie bloga ale wpisów "poza Jarciowych". Blog wraca  na odpowiednie tory. Koniec rozdan, koniec innych wpisów konkursów i innych komercyjnych rzeczy. Więc jeżeli jesteś tu z innego powodu niż czytanie o tym co u Nas, co u małego Wikinga, to ja Ciebie tu na prawde nie trzymam. A jezeli zostaniesz z Nami to będzie mi niezwykle milo!!!
 Ps. Jak juz wiecie o ub tez nie zostalam obsmarowana przez Lawendowy Kacik za to nieszczęsne rozdanie.
 Nie chce tego szerzej komentowac, ale moze powinnam Was uświadomić ze kazdy kij ma dwa konce i chyba powinnam wyslac wiadomosci jakie ja dostalam od tamtej Pani. A wlasciwie dziewczyny bo bylo czuć ze jest młoda. Ale tego nie zrobie. Bo po co? I tak juz wiekszosc z was mnie ukamienowala slownie.
 Ps1. Tak wykonuje makijaże,  z tym że to nie jest stala praca, to nie jest wielki zarobek, ani przede wszystkim to nie jest stala pensja. Jezeli chcecie wbic noz w plecy prosze bardzo. Nie zamierzam czytać dalszych komentarzy na ten temat. Ale... moze zastanówcie sie jak JA się czulam w tej sytuacji. I pomyslcie sobie ze prawda zawsze lezy po srodku.
 A osądy bardzo latwo jest wydawać, wiem. Ale może najpierw warto by było zaglebic sie troszke w temat i znac opowiesc z obydwu stron???? 
Dziękuję za komentarze pod wpisem na lawendowym kąciku że "to trudna sytuacja dla obydwu stron". Zapewniam Was ze tak wlasnie jest.  Dziekuje tym osobom które zostaly bezstronne i mialy pewien dystans do opowiesci tylko jednej ze stron. Zapewniam Was ze nic nie dzieje sie bez przyczyny i ze są zawsze dwie strony medalu.