poniedziałek, 14 grudnia 2015

Blog urodowy

Zapraszam Was na mój blog urodowy:
Wyznania Kosmetyczki

Znajdziecie tam recenzje, porady, triki, dużo przydatnych artykułów, inspirujących zdjęć, praktycznych rad odnośnie działalności, czyli... wyznania kosmetyczki ;-).

Pozdrawiam Was cieplutko!

PS. Od stycznia Jaruś idzie do żłobka... na pewno niedługo napiszę kilka słów na ten temat. Może jesteście ciekawe jakie rzeczy należy przygotować do żłobka/przedszkola i czym moim zdaniem różnią się placówki prywatne od państwowych????

piątek, 4 grudnia 2015

Grudniowy aKukuBox - pudełko dla dzieci 1-3 lat (NOWOŚĆ NA RYNKU!)

 
Może kilka słów o tym - co to jest AkukuBox.
Na pewno kojarzycie o co chodzi w Boxach, jest ich trochę na rynku. Są  M.in pudełka zawierające kosmetyki i akcesoria urodowe...
AkukuBox to coś podobnego, czyli magiczne pudełko, w którym znajdują się minimum 4 pełnowymiarowe produkty dla Malucha, których wartość przewyższa zainwestowane pieniądze. 
I tu tak jak w przypadku innych pudełek - też jest niespodzianka, też jest oczekiwanie na (darmową) przesyłkę, ALE... pudełko różni się od innych, bo jest spersonalizowane, czyli dopasowane do wieku i płci dziecka :-)
Brzmi fantastycznie, prawda???
I tak właśnie jest!!!
To wspaniała niespodzianka bez okazji, albo prezent np. na mikołajki, pod choinkę, na dzień dziecka, na urodziny/imieniny, inne święto, albo... jako prezent dla przyjaciółki, która spodziewa się dzidziusia - świetne uwieńczenie BabyShower!
 Pudełko jest fantastyczne!!!

Co mieściło się w Grudniowej edycji AkukuBoxa???


Przychodzi bardzo dopracowane pudełeczko, które.... może posłużyć jako kolorowanka dla Malucha!!! Ale czad!!!!
 A z pudełka...
Rzuca się na mnie piękna poducha firmy Laranza. 
Jestem zachwycona!!! 
Wiem, że kolorów jest wiele, mój kolor baaardzo mi przypasował!!!
Właśnie i tak planowałam zakup nowego kompletu do spania dla Jarcia do przedszkola. Marzyłam właśnie o szarym lub jasnym morskim <3
CUDO!!!
Cena regularna poduszki to 29,90 zł

 A tak prezentuje się pozostała zawartość:
 Dwa soki - naturalne, 100% bio. Ja mam dla Jarcia Jabłkowy i śliwkowy. No i kolejny strzał w 10 jeśli chodzi o smaki i nasze preferencje jeśli chodzi o produkty.
 Soki firmy "Tłocznia Maurera" są naturalne, tłoczone na zimno, pozyskiwane z ekologicznych, świeżych owoców.
Mniam! Chyba upiję trochę Jarciowi, żeby mieć porównanie z tymi sklepowymi... ;-) (no chyba i tak nie jest ze mną aż tak źle, bo wyciskam sok z pomarańczy i kupuje soki jednodniowe, ale Kubusie też mi się zdarza pić... chyba jestem uzależniona od soków ;-)).
Cena regularna soków to 3,60 zł/sztukę


 Jest też książeczka "Kliknij mnie" Saliny Yoon wydawnictwa Babaryba. Świetna rzecz!!! Niezwykle zabawna! Od razu po otwarciu pudełka czytaliśmy ją razem z Jarciem. Chichrał się jak nie wiem co !!! :) Super!!!
Cena regularna książki to 29,90 zł
 Na końcu wisienka na torcie...
Bezzapachowy żel do mycia do wrażliwej, dziecięcej skóry. Produkt młodej, polskiej firmy (wspieranie polskich przedsiębiorstw to kojeny plus!).
Żel nie zawiera parabenów, slsów, silikonów, pegów, sztucznych barwników i substancji zapachowych!
Skład jest krótki i na prawdę dobry!
Cud, miód i orzeszki!!!!
Cena regularna: 35 zł


Jest też ulotka Akuku z krótkim opisem produktów oraz rabat - 15% na cotton balls ze sklepu Cottonovelove <333 
NO SKĄD ONI WIEDZIELI ŻE SIĘ DO COTTON BALLS PRZYMIERZAM????!!!! 
Jest też rabat na zakupy produktów Bio IQ - 10%. 


Jedno wielkie WOW! Pierwsze pudełko, a ja się zakochałam we wszystkich produktach z pudełka! Ani jednego bubla!!!
No i gdy podliczycie cenę regularną wszystkich produktów, weźmiecie też pod uwagę koszta wysyłki, jakie normalnie by wystąpiły, to łatwo dojdziecie do wniosku, że finansowo też się baardzo opłacało.
Z czystym sumieniem POLECAAAAAM!!!!!




 Na końcu cena. Bo na pewno zapytacie...

 "Zamawiając aKukuboxa masz kilka wariantów:
- pojedyncze pudełko 64 zł
- pakiet trzymiesięczny 174 zł (58 zł/m-c)
- pakiet sześciomiesięczny 312 zł (52/m-c)
- roczna subskrypcja 49zł/m-c"

11 uniwersalnych pomysłów na prezent oraz rady - na co zwrócić uwagę

 

Nadchodzi taki czas w życiu człowieka, gdy jego własne szczęście, jego własne święta są niczym... niczym w stosunku do uroczystości DZIECKA!
Każdy kochający rodzic na pewno zna ten temat.
Bardziej przeżywamy urodziny swojego dziecka niż swoje.
Święta (jakiekolwiek) przy dziecku nagle nabierają czegoś niezwykłego, odzyskują niezwykłość, klimat, swojego ducha..
Dołożymy wtedy wszelkich starań, żeby Dziecko było szczęśliwe, żeby wszystko wyglądało jak trzeba, żeby Ten Dzień był wyjątkowy.
I prezenty... One też muszą być wyjątkowe!!!
Najbliższa rodzina i przyjaciele rozumieją to wszystko. Nie są ślepi, widzą że Mała Istotka jest teraz najważniejsza. Oni także się starają, aby prezent był jak najbardziej trafiony, wspaniały, przydatny i niezapomniany.

Dlatego mam tu dla Was mały ranking.
10 pomysłów na udany prezent dla chłopca.

1. Garaż na auta - świetna, kreatywna zabawka, która pozwala dziecku na zabawę w małego kierowcę. Coś cudownego! Przy zakupie garażu kupujemy przy okazji kilka godzin (oczywiście rozłożonych w czasie!) wolnego czasu, ponieważ dziecko będzie niezwykle zajęte.
Warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Mianowicie na materiał z jakiego jest wykonana zabawka. Tani plastik i małe elementy nie nadają się dla malucha poniżej 3 lat. Dla malców lepiej sprawdzi się prosty, drewniany garaż. Niestety... Mi się wydawało, że wybrałam dobry, drewniany produkt, a po 3 dniach jeden z poziomów garażu pękł i okazało się że w środku była sklejka (płyta wiórowa, tzw "paździerz"). Jestem wściekła. Produkt z Rossmana - nie polecam...
 
 Ale nadal uważam, że jest to lepszy zakup niż plastikowy mini garaż zakupiony przez męża ze trzy tygodnie temu. Udręka z rozkładaniem go na nowo, strach przed tym aby jakiś mały element nie wylądował (zupełnie przez przypadek...) w nosie, uchu albo buzi, no i... zwyczajnie strata pieniędzy.
Dla starszaków świetnie nada się garaż typu hot wings - auta latają, plastik w miarę wytrzymały (a co za tym idzie - cena wyższa), jedyny mankament jest taki, że... zabiera trochę przestrzeni. Na szczęście można go złożyć i schować do szafy. A dla Maluchów jaki polecam? No ja się przejechałam na dwóch... Może Wy coś polecicie???


2. Rowerek 1-3 lat, albo taki biegowy.
Dla maluchów ten 1-3 lat jest wspaniały. Warto tylko zainwestować w najnowszy egzemplarz, który posiada pewne istotne udogodnienia. Tutaj nie polecę konkretnej firmy. Liczy się: wysoka, odchylona do tyłu rączka do prowadzenia przez rodzica, szeroki rozstaw tylnych kół (aby nie trzeba było chodzić tiptopkami), 5 punktowe pasy, barierka zabezpieczająca dziecko przed upadkiem, odpowiednie (nie śliskie) pedały, duży bagażnik i inne bajery to już tylko dodatki.

Przy rowerku biegowym warto dopasować rowerek w sklepie, albo kupując kierować się wzrostem dziecka, a nie jego wiekiem.

3. Piłka. Dzieci uwielbiają piłki! Zabawa piłką przynosi wiele korzyści - ćwiczy m.in refleks, koordynację. Przy wyborze piłki raczej nie możemy popełnić błędu. No, chyba że ktoś nie ma ogrodu, ma małe mieszkanko, a my kupimy Jego dziecku wielką skaczącą piłkę ;-) Lekarskiej piłki też nie polecam ;-) Każda inna się jak najbardziej przyda :)
To świetny pomysł na skromny, ale bardzo przydatny prezent. Albo na część prezentowej paczuszki :)

4. Klocki - dla maluchów duże klocki bez małych elementów (albo klocki gumowe!), dla starszaków klocki typu duplo, albo inne Lego ;-)
Ostatnio Jaruś dostał dwa zestawy Duplo i... zastanawiałam się nad ich fenomenem. Dlaczego są takie wyjątkowe? Trzeba im przyznać, że są ładne i bardziej wytrzymałe niż klocki mniej znanej firmy, ale czy na prawdę są warte swojej ceny? Z drugiej strony... mają pewną renomę, marka nie od dzisiaj jest na rynku, także... no sami musicie sobie odpowiedzieć na pytanie czy jest warto. W każdym razie... klocki to na prawdę fajna rzecz! Układanie klocków jest niezwykle rozwojowe.
Mam tylko pewną radę... od samego początku uczcie dziecko nawyku chowania klocków po skończonej zabawie, bo wdepnięcie na klocek nie należy do przyjemnych...
My mamy właśnie ten zestaw ze zdjęcia:
5. Auta, koparki i inne pojazdy - warto inwestować w te droższe, a przynajmniej w te mocniejsze, porządniejsze, z lepszej jakości plastiku. Chociaż... nie koniecznie musi to być plastik! Drewniane zabawki to wspaniała sprawa, na pewno o wiele bardziej wytrzymała!!!
Dla Maluszków nadadzą się duże, kolorowe pojazdy, oraz jeszcze większe, takie które można prowadzać na sznurku. Są też auta wydające dźwięki (m.in znane wszystkim autko z kształtami i melodyjkami). Dla starszaków resoraki, albo autka kolekcjonerskie. Wybór jest wielki... 
Jaruś sobie upodobał policje, straże pożarne i inne pojazdy z kogutem na górze, zwane przez Jareckiego "ijo ijo", wiadomo ;-)

6. Zestaw kołderka + poduszka (np. Minky) - to świetny pomysł na prezent, bo kołderka i poduszka na pewno się przydadzą (czy to do domu, czy do przedszkola na leżakowanie, a może do wózka?) Warto tylko pamiętać, żeby to Rodzice wybierali wzór. Żeby nie był to nieprzemyślany, z góry narzucony kolor lub wzorek. Dogadanie lub przemyślenie szczegółów zagwarantuje 100% zadowolenie z zakupów :) Ładnych kołderek i poduszeczek nigdy za wiele ;-) No może bez przesady... Ale ze trzy czy cztery komplety się przydadzą. Np. jeden komplet w domku, drugi do przedszkola (o ile dziecko leżakuje, tak żeby pościel pachniała domkiem), a dwa kolejne na zmianę, w razie prania poprzednich.
U Nas jest to komplet z czaszeczkami. Niedługo dokupię jeszcze kocyk do przedszkola (poduszeczke mam z AkukuBoxa !) <3

7. Śpiworek, wyściółka oraz motylek do wózka. To świetny pomysł, ale... dla znacznie młodszego, ponieważ starsze, nieprzyzwyczajone do takich udogodnień dziecko może zrywać wyściółkę i walczyć z poduszką motylkiem - po prostu nieakceptując jej. Niestety. Ale dla leżącego w gondoli lub głębokiej spacerówce malucha myślę że to będzie wspaniały prezent. Tylko wzór... tak jak wyżej - jeśli jesteśmy rodzicami obdarowywanego dziecka - warto przemyśleć, jeśli to prezent dla bliskich - warto obgadać wzór z Rodzicami.
Nas oczywiście urzekł zestaw Czaszeczki, no tacy już jesteśmy, że słodkie i piękne są dla Nas rzeczy nietypowe... Ale wzorów do wyboru i kolorów minky jest bez liku.... są słoniki, zygzaki, samochody, babeczki, sówki... 
Są śpiworki, wyściółki, poduszki - motylki, okrycia na ręce..... 
Polecałabym tylko zwrócić uwagę na mocowanie wyścielacza do wózka. Myślę że najlepsze będą rzepy. Wstążeczki niestety u Nas się nie sprawdziły. Pominę fakt że Jaro w ogóle nie akceptuje niczego dodatkowego w swoim wózku... ale Jarek to Jarek ;-)

8. Praktyczna rzecz dla dziecka np. fotelik samochodowy, albo nowy wózek. W przypadku zrzucania się kilki osób wydatek nie jest wielki, a przynajmniej nie większy od kwoty jaką byśmy wydali na (kolejną) lepszą zabawkę. Oczywiście tu też warto uzgodnić szczegóły z rodzicami. Ale ich zadowolenie, a co za tym idzie zadowolenie (i w przypadku fotelika - bezpieczeństwo) dziecka w gratisie. Oczywiście rozumiem, że ciocie, wujkowie i babcie/dziadkowie wolą dać rzecz z której ucieszy się dziecko. Z tym że... dziecko za chwilę rzuci tą rzecz w kąt.


9. Karnet do bawialni. To świetna sprawa!!! Dziecko szczęśliwe, rodzice widzący dziecko bawiące się w najlepsze też szczęśliwi - same plusy!!! Do niedawna sama nie wiedziałam że takie coś istnieje! Szczerze powiem, że ja na prawdę bym się z takiego prezentu dla Jarcia baardzo ucieszyła!

10. Idąc za ciosem... kolejny karnet. Karnet na basen. Of course rodzice muszą chcieć chodzić z dzieckiem na basen. Ale może właśnie niechęć wynika z zaporowych cen jakie stawiają pływalnie. Z pomocą może przyjść takie słowo jak "zrzuta" - objaśniałam już w jednym z powyższych punktów ;-)

11. Pudełko np. Akukubox !!! Czyli kilka produktów za które płacimy o wiele mniej, niż cena producenta. Jest to niezwykła niespodzianka zarówno dla Malucha, jak i dla Nas. Ekscytacja podczas oczekiwania na kuriera jest nie do opisania :-) To świetny sposób na poznanie produktów bardzo ciekawych firm, na zapoznanie się z ich ofertą. W pudełku bardzo często znajdują się także bony rabatowe! W następnym wpisie opisze Wam zawartość grudniowego pudełka AkukuBox!!! 





wtorek, 1 grudnia 2015

Dwa dni z dwulatkiem

Od dwóch dni mam dwulatka w domu!!! :-)
Tym razem nie było strikte urodzinowego posta bo... jakaś deprecha mnie dopadła.
Ale dziś korzystając z tego, że Jaruś śpi, obiad gotowy, a za oknem świeci słonko i trochę mnie rozwesela... piszę póki mogę!

29.11.2015 roku Jaruś skończył 2 latka. Była wizyta w bawialni, była impreza rodzinna, był tort i prezenty (m.in pianinko, klocki Lego Duplo, resoraki, oraz Garaż dla aut) :-)
 Pianinko z krzesełkiem i mikrofonem to jeden z prezentów. Strzał w 10, bo Jaruś uwielbia śpiewać :)

  Na widok niesionego przeze mnie tortu ze świeczką Jaruś był bardzo uradowany i podekscytowany! Zdmuchnął ogień samodzielnie :-)
 Tort robiłam sama. Może i fajnie wyszedł, ale... tyle przy tym roboty, a koszta wcale nie jakieś mega niskie (zalezy od tortu), także... na przyszły rok poważnie przemyślę decyzje o samodzielnym pieczeniu tortu ;-)




Za Nami jest też bilans dwulatka u Pani doktor ;-) Część z Was pewnie wie co to takiego, ale dla tych dla których to nowość:
to badanie okresowe po drugich urodzinach dziecka, którego wyniki wpisuje się do książeczki zdrowia Dziecka.
Pani Doktor zadaje pytania, lub wypełnia się ankietę.
Pytania typu - czy dziecko układa klocki, czy mówi, czy sygnalizuje potrzeby fizjologiczne, czy samodzielnie chodzi/biega/wchodzi po schodach itd. Ocenie podlega także stan zdrowia - osłuchuje się płucka, sprawdza jamę ustną, stan ogólny, oraz wagę i wzrost.
Jaruś waży 16 kg, mierzy 95 cm. Ponad 97 centyl.
Jak dla mnie w sam raz. Takie geny :)

Szykuje w głowie wpis o kilku prezentach (np pod kątem świąt) - na co zwrócić uwagę przy wyborze np. rowerka, garażu samochodowego dla chłopca, oraz parę słów o klockach Duplo.

Pozdrawiam Was cieplutko!

Mama Dwulatka... :-)


poniedziałek, 2 listopada 2015

10 rzeczy, których nie może Ci zabraknąć przy małym dziecku ;-)

Dzieci bardzo, baaardzo szybko rosną. To jedna z niewielu kwestii, które nie podlegają dyskusji ;-)
Ciuszki służą, aż tu nagle, po jednej nocy okazuje się, że Maleństwo wyrosło i wszystkie rękawy są za krótkie, koszulki nie przykrywają brzuszka, a spodnie jakoś dziwnie się skurczyły...
W sklepach nie brakuje ciuszków i akcesoriów, pułki sklepowe aż się uginają, wybór jest wielki, wszystko ładnie, pięknie, ale można oszaleć...
Kupujemy dużo, czasem za dużo, często pod wpływem emocji, a później... okazuje się, że dziecko nawet raz nie zdąży założyć danej rzeczy (czasem ciuszki zostają nawet z metkami), a my musimy już myśleć o rozmiarze o którym jeszcze niedawno nawet nam się nie śniło...

Jak ułatwić sobie życie? Jakie rzeczy wybrać, aby posłużyły jak najdłużej? Które produkty będą strzałem w 10tkę?

Przybywam z pomocą ;-)
Mam dla Was kilka fajnych trików i kilka hitów zakupowych, które w naszym przypadku bardzo się sprawdziły.

1. Skarpetki antypoślizgowe. Pomyślisz pewnie, że to nic odkrywczego, w końcu każdy o nich wie, ale... no właśnie ALE. Sęk w tym, że sklepy są przepełnione badziewiem, które ma tylko wypustki, antypoślizgowe kropeczki, które opuszczają skarpetki przy najbliższej okazji (już pominę fakt, że leżą wtedy wszędzie, dosłownie wszędzie i tylko dokładają nam sprzątania). Porządne skarpetki mają pas antypoślizgowy, lub płaskie, antypoślizgowe wzory. Prawdopodobnie jest to klej, który świetnie się trzyma i broni przed ślizganiem. Nie wspomnę już o dobrym jakościowo materiale. Porządne antypoślizgowe skarpetki to cudowna sprawa zarówno jeśli chodzi o dom (kafelki lub śliskie panele itd), jak i jako element stroju malca na zajęcia np. rytmikę, czy bawialnię. Wygodne, bezpieczne, czego chcieć więcej? My mamy kilka par, polecamy m.in te z Lidla. Są świetne, niestety pojawiają się raz na jakiś czas, dlatego jak na nie traficie, to bierzcie, najlepiej kilka par, w kilku rozmiarach ;-)... żartuję, no ale chociaż kilka par ;)

 2. Spodnie. U Nas największym hitem są spodnie z Kapphal'a, chociaż marka nie ma tu znaczenia. Chodzi o podwijane, szerokie (nieuciskające ciałka) gumki, ściągacze na nogach i w okolicach brzusia. Dzięki temu trikowi spodenki w rozmiarze 80 posłużyły Nam o wieeeele, wieeele dłużej. Jaro nosił je od momentu wkroczenia w rozmiar 74, a może i wcześniej , niemalże aż do teraz (rozmiar 98) !!!! Gdy były za długie wystarczyło podwinąć, gdy stały się za krótkie odwinąć i tym oto sposobem spodenki są z Nami jakiś... rok? Wyobrażacie sobie jaka to oszczędność? Jak dobrze wydane pieniądze? Na prawdę świetna inwestycja. Gdybym wiedziała, to same takie dresiki bym Jarciowi kupowała...
Dodatkowo ten misiu na pupie. Cud, miód i orzeszki <3
Gdyby jeszcze były inne wersje kolorystyczne, to... ahhh...


3. Apaszki. Świetny wynalazek na chłodniejsze dni. No i cudowne uzupełnienie bodziaków na zakładkę (no niestety często się rozciągają i zostawiają odsłonięty głęboki dekolt). My mamy różne apaszki. Na rzepy, na napy, coraz bardziej przekonują mnie te pierwsze, chociaż naszym absolutnym hitem były dwie apaszki na napy zakupione jeszcze przed urodzeniem Jarusia (na zdjęciu ta na dole - w paski, mam jeszcze szarą). Mają dwa napy, co reguluje ich rozmiar, dzięki czemu posłużyły od urodzin i służą nadal... Na prawdę baaardzo żałuję że nie wzięłam większej ilości. Regularnie ich szukałam w H&M'ie, ale niestety nigdy później już ich nie było, albo nie zauważyłam :(


4. Kurteczka z możliwością podwinięcia rękawów. Ja wiem, że prawie w każdej można podwinąć rękawy, ale... nie każda kurtka dobrze wtedy wygląda. My mamy kurtkę z Zary rozmiar 92. Jaro nosi ją już od rozmiaru 80 - dół był wtedy dłuższy, kurtka wcale nie wyglądała na za dużą, tylko pełniła funkcję alaski ;-) Podwinięte rękawy wyglądały wręcz świetnie, ponieważ pod spodem jest złota podszewka, która wspaniale się komponuje z granatem kurtki. Służy nam do dziś, także kolejna rzecz która jest z Nami od rozmiaru 80 do dnia dzisiejszego (98). Teraz, z rozwiniętymi rękawami robi za kurtkę - przejściówkę, w sam raz na jesień. Cudowny nabytek!


Na listę mogę jeszcze dopisać:
5. Skarpetki z Tesco (nie uciskające, rozciągliwe, ciepłe, podwijane, długie).

6. Kubek ze słomką z Pepco - O ile do ciuszków z Pepco nie jestem przekonana (chodzi o jakość...), o tyle kubek z pepco sprawdził się u Nas świetnie. Wszystkie inne kubki Jaro psuł w zastraszającym tempie, ten jeden jedyny wytrzymał nieco dłużej. No i miał przykrywkę wbudowaną w całość kubka, także nie musiałam wiecznie szukać pokrywki... ;-) Tani jak nie wiem co, a moim zdaniem lepszy niż niejeden Avent czy Canpol Babyes... Upierdliwe było tylko to, że nadawał się tylko do picia wody. Bo gdy chociaż raz zapomnimy go umyć po soku czy innym napoju, to możemy się spodziewać "pięknej" pleśni w słomce = kubek do śmieci. A to kolejny dowód na to, że nie warto zanadto inwestować w znane firmy (tym bardziej jeżeli plastik z którego kubki są wykonane jest taki sam co w przypadku tych firmowych!)...

7. Ochhhh prawie bym zapomniała!!! Kapcie! Materiałowe kapcie z miekką, antypoślizgową podeszwą, zapinane na rzep (inne były za ciasne, bo Jaro ma wysokie podbicie). Dzięki nim przetrwałam okres notorycznego ściągania butów, który miał miejsce ok 10 miesiąca życia Jarosława. Niestety... aktualnie chyba powróciliśmy do tego burzliwego okresu i strasznie, ale to strasznie brakuje mi jakichś podobnym kapciochów, niestety z tamtych J. już dawno wyrósł. A ściąga zarówno buty (wszelkiego rodzaju buty), jak i skarpety i ciska nimi przed siebie, przez co zdarzało mi się wchodzić do autobusu z bosym dzieckiem w wózku. Spojrzenia pasażerów - bezcenne... Także tego... Chyba sobie wytatuuje, albo chociaż napiszę na czole "nie, nie hartuję dziecka, samo sobie zrzuca buty i skarpety", albo "wiem, dziecko nie ma skarpet, mam je pod wózkiem, bo w tej chwili nie mogę ich założyć ten 100000000... raz". Mam nadzieję, że to już niedługo przejdzie. A tymczasem... odpaliłam lekki śpiworek do wózka. W sumie nie śpiworek, co osłonkę na nogi. Póki co działa, J. nie myśli o ściąganiu butów, albo osłonka tylko chwilowo odwróciła jego uwagę, w każdym razie jak ściągnie, to przynajmniej zostanie pod osłonką, dzięki czemu nie wybiję sobie zębów z powodu niskoprzelatującego dziecięcego bucika, lub zaginionego buta pod kołami wózka...

8. Kolorowanka z naklejkami.  Najpierw dziecko uczy się wyrazów pokazując na obrazki, gdy podrośnie może przyporządkować obrazki do pustych rysunków, następnie może puste rysunki pokolorować zgodnie ze wzorem z obrazka, poniżej może się także uczyć pisowni danego słów. CUDOOO!

9.  Nocnik Fisher Price - dzięki swoim melodyjkom, oraz wyglądowi przypominającemu normalny sedes na prawdę ułatwia sprawę. Dzieci chętnie na Nim siadają, melodyjki są przyjemne, działają jak nagroda, dzięki czemu nocnikowanie jest przyjemniejsze :)

10. "Pożegnanie z pieluszkami" - książka o odpieluszkowaniu dzieci Kingi Cherek. Już dawno chciałam Wam polecić, nadarzyła się okazja ;-) Książka w wyczerpujący temat opisuje całe zagadnienie, od



Polecam Wam również projekt mojej koleżanki - Enka - są to plakaty do pokoju dziecięcego (i nie tylko!) na prawdę świetne prace, robione przez bardzo zdolną i kreatywną osobę!!! Like'i i obserwacje mile widziane :)

czwartek, 27 sierpnia 2015

Nie róbcie tego w domu !

Piszę mało, wiem. Ale przecież liczy się jakość, a nie ilość? Prawda?...

Przejdę do tematu.

Gdy macie małe dziecko*, to....
- nigdy, przenigdy nie zostawiajcie niczego ważnego na wierzchu (dokumentów, portfela, karta kredytowa, ukochane kosmetyki, pędzle do makijażu... itd)
- w chwiejnej szafce też nie zostawiajcie niczego, bo na bank dziecko będzie wiedziało jak operować szafką, aby piękne perfumy spadły, rozbiły się i zasmrodziły całą łazienkę.... Najlepiej przyspawajcie wszystkie szafki do ścian, podłogi i czego się da...
- Właściwie to... najlepiej zaopatrzcie się w sejf, albo przynajmniej szafę pancerną.
- Nie trzymajcie elektronicznych urządzeń w łazience, a już na pewno nie blisko wanny. Bibelotów które nie powinny się zmoczyć też tam nie trzymajcie.
- Nie odkładajcie niczego na później np. składania prania, bo inaczej dziecko zrobi to za Was, tylko... w troszeczkę odmiennej wersji.
- Butelki z dziwnymi płynami (paliwo do kosiarki, ocet itd) schowajcie wyyyysoko od razu po narodzinach dziecka. Albo jeszcze przed. Bo na prawdę ani się obejrzycie, a dziecko przyjdzie do Was z otwartą butelką coli i zapyta "psisiu?", a Wy gdy już zbierzecie szczęke z podłogi zapytacie "kiedy On/
- Bezpieczne, zamknięte podwórko (lub ogród) jest bezpieczne tylko gdy jest zamknięte. Lub do momentu w którym dziecko nauczy się otwierać furtkę (lub bramę, a nawet furtkę zamkniętą na klucz, sick...). A niestety nie wiecie kiedy ten moment nastąpi, bo każde dziecko rozwija się inaczej...
- Podczas kąpieli zakładajcie dziecku błotniki.... a nie, nie da się. To zainwestujcie w matowe, nieśliskie kafelki, bo dzieci kochają wodę, woda kocha kafelki, a kafelki kochają, gdy ktoś się na nich ślizga, niekoniecznie kontrolowanie...


A już na pewno nie....
- bawcie się z dzieckiem w "gryzienie", bo o ile "pierdzioszki" są nie groźne, gdy dziecko postanowi nam oddać, o tyle gryzienie... no łatwo się domyśleć
- uczcie wrzucania zabawek do wanny, na tę naukę przyjdzie pora, a póki co lepiej żeby dziecko nie wrzucało wszystkiego jak popadnie do wanny pełnej wody...
- nie pokazujcie dziecku aut jadących za oknem sadzając przy tym dziecko na parapecie, nawet jeśli jest to "tylko" parter...
...
mogłabym wymieniać i wymieniać. I chyba wymienię w następnym wpisie.
Bo niestety czasem najpierw robimy, dopiero potem myślimy.


Pozdrawiam cieplutko!!!

PS. Mniej komentujecie, ja mniej pisze... jakoś tak cicho się zrobiło, ale może to i lepiej? Kameralnie, przytulnie... Zostały ze mnątylko te najwspanialsze osoby, które są dla mnie ważne i dla których ja jestem ważna, bo nawet jak nie komentują, to wiem, że czytają. Po weekendzie nadrobię zaległości na Waszych blogach :-* (a do tych bezblogowych zadzwonię....).
PS1. Co do powyższego wpisu - niestety nie wszystko da się przewidzieć, nikt nie jest alfą i omegą, dlatego warto powoływać się na intuicję i jakiś taki matczyny 6 zmysł.O ile się go ma... Bo jeśli nie, to... myślę że warto mieć oczy dookoła głowy i być przygotowanym na wszystko...

wtorek, 28 lipca 2015

"Uwaga matka w aucie"

Jestem matką. I kobietą. I człowiekiem. Żoną, córką i synową też jestem.
Jestem też kierowcą...
Ciąża i macierzyństwo mnie zmieniło jako kobietę, jako człowieka, ale także jako kierowcę.



Pilnuje, żeby fotelik był odpowiednio przypięty, pilnuję by był po odpowiedniej stronie, aby Syn miał zapięte pasy...
Specem od fotelików nie jestem, ale trochę poczytałam, a przy wyborze fotelika moim kryterium wyboru nie była niska cena.
Mam naklejki na aucie "dziecko w drodze" oraz z boku napis "Jarek w aucie", mam "przyciemniacze szyb", mam lusterko, dzięki któremu widzę Synka bez obracania głowy do tyłu. Auto w dobrym stanie. Przegląd, zmienione oleje i generalnie auto "jak trzeba"...
Ale to wszystko jeszcze nie sprawia, że moje dziecko jest bezpieczne. Nie daje mi 100% ochrony przeciwwypadkowej. Nie daje zapewnienia, że ja i dziecko jesteśmy bezpieczni.
DLATEGO...


Jeżdżę ostrożnie. Woooolno. I z reguły przepisowo.

Mam zamulony, duży, rodzinny samochód, więc nawet nie mogę jechać szybko. I dobrze. To było zamierzone.

Nawet gdy jadę sama jadę ostrożnie. Bo jestem mamą. Nie chcę osierocić dziecka. Z resztą... szanuję swoje życie i zdrowie, na tamten świat się jeszcze nie wybieram.

Także...

 Drogi Kierowco,
 jeżeli jedziesz za mną i zamierzasz trąbić, komentować pod nosem albo krzywo patrzeć, gdy w Twoim mniemaniu jadę zbyt wolno, zbyt wolno wbijam się na skrzyżowanie, lub jadę zbyt przepisowo....
WIEDZ  że mam do tego prawo. 
Mam prawo dbać o bezpieczeństwo swoje i swojego dziecka.
Chcę i mogę jeździć przepisowo.
Miewam też gorszy dzień, deficyt snu, chorobę lub cokolwiek (ale funkcjonować niestety muszę), więc wolę wjechać dwie minuty później na skrzyżowanie, niż ryzykować, wjeżdżać i liczyć na swoją (obniżoną w danym dniu) percepcję.
Więc Drogi Kierowco swoje trąbienie, zgryźliwości, komentarze, a może nawet epitety włóż sobie proszę  głęboko w ... dobrze wiesz gdzie ;-)


Drogie Mamy... 
do Was też mam pewien apel.
Pamiętajcie, że Matki są chyba jednymi z najniebezpieczniejszych kierowców. Oglądanie się do tyłu, szukanie zabawki w czasie jazdy, robienie z siebie cyrkowca zostawcie zawodowcom z cyrku lub kaskaderom. Lepiej jest się zatrzymać, niż ryzykować wypadek. A jeżeli dłuższą chwilę nie ma gdzie się zatrzymać, to polecam... śpiewanie. Lub ewentualnie cierpliwość. Albo korki do uszu. Na prawdę nie ma nic ważniejszego niż BEZPIECZEŃSTWO. A dziecku nic się nie stanie, jeżeli chwilę popłacze. 
Co innego z zachłyśnięciem lub zadławieniem (jedzenie w czasie jazdy to też kiepski pomysł, chociaż wiem jak bardzo kuszący...). Wtedy bez wyrzutów sumienia - światła awaryjne, postój i biegiem do dziecka. I niech sobie trąbią. I niech mówią co chcą.
 Jeśli mają dzieci i tak się zachowują, to zapewne nie widzą co się dzieje - jaka jest przyczyna postoju/korku lub mają już dorosłe dzieci, zapomnieli i kij im w oko. 
Jeśli dzieci nie mają, to zrozumieją gdy sami będą je mieli.
 A jeżeli nie będą mieli... no to cóż... niech sobie trąbią, tak czy inaczej miejcie to w nosie ;-)

czwartek, 2 lipca 2015

Ostatnie miesiące w zdjęciach

Nie było Nas. Dużo na głowie, sporo stresu, brak weny, sprawa z paletą... Nieważne. Wracam do pisania. Zacznę od zdjęć. Od chwil, które muszą zostać zapisane w tym moim pamiętniku...

Nie wiadomo kiedy minęło 1,5 roku...Poniżej "sesja" z dnia w którym Jarcio miał dokładnie 18 miesięcy...


 

 Były też wypady do parku i przejażdżka Ciuchcią. Tutaj zdjęcia z pierwszej wyprawy. Oczywiście walnęłam beksę widząc radochę Jarusia. On uwieeeelbia ciuchcie, tramwaje itp. Stacyjkowo i Tomek i przyjaciele zapewne maczali w tym... koła ;-)

 Było spotkanie z Sedinką <3 I spotkanie z Ewusią! W prześwietnej kawiarni dla rodzin z dziećmi :)

 Było spotkanie w aucie ;-) Jaro to urodzony kierowca :) Randez Vou na przednich siedzeniach... aż Sedusia zgubiła skarpetkę ;-)
 Były zabawy na ogrodzie. Piaskownica jest ok, kulki, namiot, zjeżdżalnia, wszystko... ale i tak stare doniczki i kamyczki ozdobne do ogrodu najlepsze ;-) I weź to zrozum....

 Mama miała duuuużo pracy. Do tego szkoła. Dwa wesela bliskich nam osób... Tutaj tylko jedno dzieło na dłoniach Ewelinki. Bananowy kolor. Sama też zwariowałam na jego punkcie!
 Rozruch jest fajny, ale co za dużo to nie zdrowo. Dwa wesela przepłaciłam anginą ropną. Ale już zdrowieje, no i wszystko się jakoś uspokoiło. Aż głupio i dziwnie ;-)
 Był też Ziutek. Wyjęty z paszczy naszego tygrysa (Morta). Ziutek trafił do pani weterynarz, która się nim zajęła...

 Był wspomniany ślub. Ślub cioci i wujcia :)
 I stylóweczka, wiadomo ;-) Rozmazane zdjęcie, bo ciężko Jarcia złapać...

 Były przytulasy z mamą. Duuużo przytulasów. Bo Jarcio to przylepa :-)


A tak odbiegając od tematu.... Mąż uaktywnił we mnie niewidzialny zapalnik. Rozmawialiśmy o imionach w razie jakby było drugie dziecko. Tak ni z gruszki ni z pietruszki. No i teraz... myślę o drugim. A miałam tyle planów... tyle myśli... Teraz myślę tylko o drugim... Zwariowałam????????

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Jak być mamą idealną?

Za oknem słońce cudownie praży, cisza i spokój - jedynie liście szumią na ciepłym, letnim wietrze. Posprzątane mieszkanie - podłogi lśnią, szafki, blaty, a nawet parapety bytują w czystości, pod szafkami czysto, za kanapą czysto, dywan nieskazitelnie jasny i pozbawiony okruszków, krany i zlewy pozbawione rdzy, reszta łazienki też bez zarzutu. Pranie zrobione, rozwieszone, uprasowane i złożone - kolorystycznie i kategoriami, zabawki na swoim miejscu... Jednym słowem ład i porządek. Na kuchence bulgocze przepyszny obiad, 2 daniowy, a w piekarniku chłodzi się świeżo upieczone ciasto na podwieczorek dla Męża. Dziecko czyste, zadbane, grzecznie bawi się po cichutku, a Ty... siedzisz, przeglądasz ulubioną stronę Internetową popijając kawusie.

A nie... to tylko w snach ;-)

Byłam idealną panią domu. Serio ;-) Serio, serio. Obiadki, ciasta, sprzątanie, prasowanie, wszystko na cacy. Czasem wiązało się to z brakiem czasu dla siebie. Ale byłam zadowolona - ogarnięty dom, ogarnięty Jarcio, zdrowy obiad na czas, kanapki dla męża do pracy... Tak było... dopóki Jaro nie zaczął chodzić... Do tego później doszła dorywcza praca, oraz szkoła... i już nawet cień wspomnienia o porządku w domu odszedł w nie pamięć. Jak to moja koleżanka powiedziała "Porządek? To może za dwa lata...".
Wcześniej mistyczne słowa "ojjj poczekaj aż zacznie chodzić" nie miało dla mnie większego znaczenia. No bo co miałam zrobić? No dobra... będzie co ma być i tyle. A teraz? Faktycznie tęsknię za tamtymi czasami, ale czasu przecież nie cofnę... A chwilą? Chwilą cieszę się cały czas. Każdą. Bo są ulotne, bo już nie wrócą, bo czas szybko mija, bo życie jest ulotne...

Jaro rozrabia. Rozrabia tyle ile musi rozrabiać dziecko poznające świat, będące w jego wieku. Tak myślę. Może mniej, może więcej. Ciężko stwierdzić. W każdym razie doszło mi wiele obowiązków i... przestałam być idealną panią domu ;-)
Odpuściłam. BO... o wiele bardziej wolę być idealną mamą ;-)
A jaka jest idealna mama?
Woli spędzić chwilę z dzieckiem niż myć okna, podłogę czy parapet. Zrobi wszystko, dosłownie wszystko, aby dziecko było szczęśliwe, wolałaby przejąć na siebie wszystkie choroby dziecka, oddałaby dziecku wszystko co ma... Idealna mama nie jest idealna. Nie ma idealnego porzadku, nie ma idealnego życia, nie zawsze jest spokojna, opanowana, wyluzowana. Ale kocha. KOCHA NAD ŻYCIE SWOJE DZIECKO. Tak. Taka jest mama idealna. Taka jestem ja. Wy pewnie też... :)
Buziaki dla Was!
(Noc Kupały na Zamku 2015 foto. Piotr Biel)


PS. No oczywiście nie mówię o skrajnościach, gdzie matka mówi że kocha a katuje dziecko. Albo że molestuje bo kocha. Chodzi o czystą, prawdziwą miłość.

Nikt nie jest idealny. {Prócz mojego syna, hehe ;-)}

PS1. W sumie to... Każda z Nas jednocześnie jest i nie jest idealna ;-) Idealne przez swoją niedoskonałość!

piątek, 22 maja 2015

Jak TO wyglądało z mojej perspektywy czyli zeznania drugiej ze stron

(Dla nie wtajemniczonych - to odpowiedź na wpis z bloga Lawendowy Kącik "o tym jak zostałam...").


Chcecie poznać całą sytuację - szanuje to, przymknę oko na to że A. dodała moją prywatną (z nią) korespondencję i wyjaśnię Wam dokładnie co i jak. Na wstępie nadmienię, że paletka była nowa, kupiona na początku roku, na promocji w Douglasie za 109 zł. Kupiłam ja z myślą o rozdaniu - ja podobną paletę już mam. Przed wysyłką zobaczyłam że dwa cienie (z 16stu) były trochę pokruszone, więc pozwoliłam sobie (za zgodą A.!*) je naprawić, ponieważ umiem, a Douglas nie przyjmował zwrotu (nie mogąc się zdecydować wymieniłam poprzedni zestaw). Pomadki były nienaruszone.
*Oto zgoda A. na naprawe 2 cieni:
LAWENDOWY KĄCIK: "Witaj rozumiem nie będzie to problem Pozdrawiam Ania".
Paletka po naprawie 2 cieni była w nienagannym stanie. Wysłałam ją wcześniej niż mówiłam w mailu, bodajże w czwartek wysłałam paczkę (UBEZPIECZONĄ ZA OK 20 ZŁ WYSYŁKA, PACZKA UBEZPIECZONA O WARTOŚCI 150 ZŁ, zabezpieczona bąbelkowo!!!). Także wysłałam wcześniej niż "w przyszłym tygodniu" jak pisałam wstępnie w mailu (ale tego A. też nie sprostowała). Następnie od piątku do wtorku byliśmy w szpitalu (ja i Jarcio) i dopiero w środę odebrałam maila od A.. (Pozwolę sobie go udostępnić, skoro i tak już A. bez mojej zgody udostępniła nasze wiadomości).

Pierwszy mail od A. z LAWENDOWY KACIK "W takim stanie dotarla do mnie paletka"


 Dostałam zdjęcie powyżej i... się popłakałam. Poprosiłam A. o numer telefonu żeby szybko i profesjonalnie wszystko załatwić - żeby dogadać się co dalej i kto zgłasza szkodę na poczcie. Dostałam odpowiedź:
LAWENDOWY KACIK "numeru Ci niestety nie podam bo mam telefon w naprawie z glosnikiem wiec nie wiem kiedy go dostane."

Cóż, dziwne... ale w tamtym momencie przymknęłam na to oko. Tylko pomyślałam ze jej na tym chyba nie zależy. ..ale wzięłam sprawy w swoje ręce i czym prędzej  pobiegłam na pocztę wyjaśnić sprawę. Po powrocie z poczty od razu napisałam:
"Wyszłam z poczty. Niestety to Pani musi zgłosić szkodę na poczcie. Ja poszukam rachunku za paletę i wyślę jego zdjęcie choć na opakowaniu palety jest cena 109 zł. No i niestety przy paczkach wartościowych jest procedura ze paczkę należy otworzyć przy pracowniku poczty. Ale u mnie pani zrozumiała że przecież Pani wolałaby mieć produkt, że nie miałaby pani żadnego celu w tym żeby psuć paletę bo nie wiadomo czy uwzględnią reklamacje czy nie. Proszę to samo powiedzieć u siebie. U mnie panie z poczty są bardzo miłe i normalne także jeszcze do mnie zadzwonią jeśli czegoś się dowiedzą.
Pozdrawiam"

 Anna odpisała:

LAWENDOWY KACIK "Stwierdzili że skoro tak późno przychodzę to pewnie sama ją doprowadziłam do takiego stanu i żądam bóg wie czego"
KOLEJNY MAIL OD LAWENDOWY KACIK "Niestety u mnie się niczego nie dowiedziałam wszyscy umywają ręce w dodatku wredne ludzie"

Ja, po telefonie drugiej, bardziej zorientowanej babki z poczty napisałam:
"A do mnie dzwoniła druga babka z poczty i mówiła coś zupełnie innego niż poprzednia. Motaja się, każdy mówi co innego. I po co ja wysłałam przesyłkę ubezpieczona??? Popłakałam się jak skończyłam rozmowę... szkoda gadać. Z pocztą raczej nie wygram, a sądzić się nie będę bo nie mam na to czasu, siły i pieniędzy na prawników. Całej kwoty za paletę niestety nie jestem w stanie wysłać bo nie pracuje (już samo uzbieranie na tamta paletę było dla mnie wyzwaniem), ale może jest coś co byś chciała w zamian? Gdybyś mieszkała w Szczecinie (pozwolę sobie na Ty) to zaproponowałabym jakiś zabieg np hybrydę, a tak...
Może bon do douglasa? To się przynajmniej nie popsuje podczas wysyłki...
Na prawde nie chce żebyś czuła sie pokrzywdzona :-("
w odpowiedzi dziwne stwierdzenie...
LAWENDOWY KACIK "Z dauglasa nie korzystam.. do jakiej ceny ewentualnie moglabym cos wybrac?"

Dalszą korespondencje oraz więcej moich odp znacie z bloga Lawendowy kącik, więc sobie podaruję. Sytuacja wyglądała tak że po rozmowie z mężem (co chyba jest normalne) zrozumiałam, że przecież nie ja ponoszę odpowiedzialność za szkody tylko poczta także jakim prawem ja (nie dość ze wysłałam paletę za 109 zł, krem do rąk oraz maseczkę z Yves Rocher (bo przypominam, że nie tylko paletka cieni była w rozdaniu), zapłaciłam za ubezpieczona paczkę i mam wysyłać jeszcze 50 zł jako kara za coś czemu nie jestem winna i co pani A. sama przyznała. Wzięłam sobie do serca słowa męża że "nie stać nas na robienie innym prezentów". Liczyłam na to, że spotkam się ze zrozumieniem. Odpowiedź mnie zaskoczyła i doprowadziła do bardzo niemiłych wniosków. Wręcz smutnych wniosków. To ja daję palec......
Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi jaką dostałam (ze ewidentnie coś ściemniam), bo sama zupełnie inaczej bym podeszła do sprawy. Już daaawno, po pierwszej wizycie na poczcie bym odpuściła, w końcu to wina poczty, cieszyłabym się z tego co mam (dwa kremy oraz paletę, która po oczyszczeniu nadal się nadaje do uzytku - co widać po zdjęciach). A już na pewno na nikogo nie wylałabym takiego wiadra pomyj za taka niefortunną sytuacje .... No ale to ja.

 Dodam że:
 A. zakończyła swój wpis słowami, jaki miałaby cel niszczyć nagrodę, na którą się cieszyła. Ale zastanówcie się jaki ja miałabym mieć cel w wysyłaniu popsutej palety w rozdaniu??? No pomyślcie... Chciałam od początku żeby mnie wysmarowano na forum? Sądziłam, że to się nie wyda, bo to Internet i jest się tu anonimowym?? (takie też były komentarze). Dziewczyny, zamieszczam tu własne zdjęcia, opisuję swoje życie, pokazuje Wam zdjęcia mojego syna!!! Naprawdę wierzycie w taką insynuację?? Paleta była nowa. Nieużywana. Kupiona żeby Wam zrobić radość, tak, mimo że nie sram kasą chciałam czytelnikom dogodzić, zyskać nowych,  fajnych czytelników i obserwatorów, bo blog jest dla mnie ważny, a co dostałam? Po dupie. Już nigdy więcej rozdań. Nigdy więcej!!!!! Bo jeszcze jakbym sprzedawała te produkty to jasne, coś zupełnie innego...  ale to był podarunek, który miał swoją wartość i który mi nie spadł z nieba.

 Błąd który popełniłam to brak naklejki na paczce typu „szkło”. Może wtedy paczka dotarłaby bez szwanku? Ale zwiodło mnie to, że paleta była dobrze, ciasno, bąbelkowo zapakowana, no i wyszłam z założenia że ubezpieczoną paczką nie będą ciskać i rzucać na poczcie. Zresztą nie zostałam poinformowana o takiej opcji jak naklejka, ani zapytana o zawartość paczki...
Błędem było też to, że rzeczywiście obiecałam i nie spełniłam obietnicy. Po prostu z emocji (na serio się popłakałam jak dostałam niewyraźne zdjęcie palety -teraz widzę że uszkodziły się dwa cienie z 16 które pobrudziły resztę i na pierwszy rzut oka źle to wyglądało). Chciałam załagodzić sprawę. Dopiero później rozmowa z dwiema bliskimi osobami oraz odpowiedzi A. (wskazujące na to, że poczta zawiniła) uświadomiły mi, że to nie moja wina, że nie jestem zobowiązana do wysyłania A. pieniędzy. I liczyłam na to że ona zrozumie. Mierzyłam ją swoją miarą...........

Przepraszam Cię A. że obiecałam. Na serio myślałam, że zrozumiesz i uwierzysz mi na słowo. Za resztę możesz winić pocztę. Ja się z nimi sądzić nie zamierzam. ale jak Ty chcesz z nimi walczyć to poszukam kwitka potwierdzającego wysyłkę ubezpieczoną o określonej wartości.

Kolejna przykra sprawa to to, że ludzie mnie nie znają. a oceniają z góry. Ja chyba nigdy do tego nie przywyknę, bo po prostu ja nikogo nie oceniam. A komentarze bolą jak cholera.
Wiem, że zostało skomentowane że robię makijaże, a mówię, że nie mam pieniędzy żeby wysłać (makijaż jaki wykonywałam, a o którym pisałam A. w mailu był darmowy - prezent ślubny dla bliskiej mi osoby). Ale tu akurat nie będę się wdawać w dalsze dyskusję, bo i tak to chyba nie ma sensu... Bo i tak mocno się uzewnętrzniłam. A "haters gonna hate" tak czy inaczej.
 I na koniec... tyraństwo mojego męża?... to że rozmawiam z mężem o bieżących ważnych dla mnie sprawach i biorę jego (słuszne w tym momencie zdanie) to tyraństwo?

Tyle w temacie.

Dziekuje tym, którzy wpierają blog i mnie mentalnie. I tym, których interesuje zeznanie drugiej strony. Tych którzy wierzyli, że sprawa mogła wyglądać nieco inaczej. Dla Was ten wpis.

środa, 20 maja 2015

Pożegnanie

To już koniec bloga. Może nie bloga ale wpisów "poza Jarciowych". Blog wraca  na odpowiednie tory. Koniec rozdan, koniec innych wpisów konkursów i innych komercyjnych rzeczy. Więc jeżeli jesteś tu z innego powodu niż czytanie o tym co u Nas, co u małego Wikinga, to ja Ciebie tu na prawde nie trzymam. A jezeli zostaniesz z Nami to będzie mi niezwykle milo!!!
 Ps. Jak juz wiecie o ub tez nie zostalam obsmarowana przez Lawendowy Kacik za to nieszczęsne rozdanie.
 Nie chce tego szerzej komentowac, ale moze powinnam Was uświadomić ze kazdy kij ma dwa konce i chyba powinnam wyslac wiadomosci jakie ja dostalam od tamtej Pani. A wlasciwie dziewczyny bo bylo czuć ze jest młoda. Ale tego nie zrobie. Bo po co? I tak juz wiekszosc z was mnie ukamienowala slownie.
 Ps1. Tak wykonuje makijaże,  z tym że to nie jest stala praca, to nie jest wielki zarobek, ani przede wszystkim to nie jest stala pensja. Jezeli chcecie wbic noz w plecy prosze bardzo. Nie zamierzam czytać dalszych komentarzy na ten temat. Ale... moze zastanówcie sie jak JA się czulam w tej sytuacji. I pomyslcie sobie ze prawda zawsze lezy po srodku.
 A osądy bardzo latwo jest wydawać, wiem. Ale może najpierw warto by było zaglebic sie troszke w temat i znac opowiesc z obydwu stron???? 
Dziękuję za komentarze pod wpisem na lawendowym kąciku że "to trudna sytuacja dla obydwu stron". Zapewniam Was ze tak wlasnie jest.  Dziekuje tym osobom które zostaly bezstronne i mialy pewien dystans do opowiesci tylko jednej ze stron. Zapewniam Was ze nic nie dzieje sie bez przyczyny i ze są zawsze dwie strony medalu.








niedziela, 5 kwietnia 2015

WYNIKI ROZDANIA NYX i Yves Rocher

Nagroda wedruje do.........................

Lawendowy Kącik :-)

Gratulacje!!!
Za moment się z Tobą skontaktuje!

PS. Te bardziej "kosmetyczne" z Was zapraszam na Mój kosmetyczny kanał na YT - Wyznania kosmetyczki. Ale "dzieciowe" oczywiście też serdecznie zapraszam :-) Subskrypcje mile widziane bo może też pojawi się konkurs... :)
PS1. Losował Jarcio ;-)

Pozdrawiam Was cieplutko :)

czwartek, 2 kwietnia 2015

Jak odstawic dziecko od piersi???

Karmienie piersią jest piękne i naturalne, ale czasami bywa też trudne. Baaardzo trudne.
To naturalne, że dziecko kp miewa okresy wzmożonego ssania i "wiszenia na cycu", przeważnie jest to dodatkowo trudny okres, bo w takich momentach dziecko bardzo często ząbkuje, choruje, albo ma skok rozwojowy, czyli w skrócie pisząc - jest męczącą marudą przyklejoną do cyca mamy. W takim okresie prawie NIC nie da się zrobić w spokoju. To przejściowe, ale tak czy inaczej - Jest ciężko.
Dlatego niektóre z Nas (kobiet) chcą zakończyć (dłuższą bądź krótszą) przygodę z karmieniem. Powody chęci zaprzestania karmienia mogą być też oczywiście  inne... Ale nie ważne... skupmy się na tym - jak to zrobić?
Ja w tej kwestii nie mam jeszcze doświadczenia, ale na prośbę przyjaciółki piszę ten wpis - na podstawie doświadczenia innych znanych mi osób. Piszę, bo wydaje mi się, że to kolejny z macierzyńskich tematów tabu. Przeważnie blogerzy piszą o tym jak karmić piersią, jak poradzić sobie z problemami podczas karmienia, albo są to wpisy o karmieniu mm, albo o karmieniu w miejscach publicznych - i nic w tym złego, ale... brakuje wpisów o zakończeniu karmienia. Dlatego chociaż sama tego jeszcze nie planuję - napiszę Wam jak to (według mnie!) zrobić.

1. Warto zacząć od systematycznego zastępowania karmienia piersią innymi posiłkami, zmniejszając tym samym liczbę karmień w ciągu dnia. Kiedyś tym oto sposobem, (nieumyślnie) prawie odstawiłam Jarcia od piersi w ciągu dnia. A że ja akurat nie chciałam zakończyć kp - w porę się opanowałam.

2. A co z nocą? Najskuteczniejsze byłoby oddanie dziecka pod opiekę bliskiej osoby, przy której dziecko będzie czuło się bezpiecznie, a która nie kojarzy się z piersiami i nie pachnie mlekiem... Najlepiej wyjechać na parę dni, albo chociaż - jeżeli pkt 1 się powiódł - nocne karmienia (i wstawanie) powierzyć bliskiej osobie. Dziecko będzie musiało zadowolić się mm, bo mamy nie będzie w pobliżu.
Ale co, jeżeli nie ma takiej możliwości, albo gdy pkt 1 się nie powiódł?

3. Można (lub chyba... trzeba - gdy poprzednie metody zawiodą) poczekać, aż dziecko będzie na tyle świadome, że zrozumie słowo "nie", "mleczka nie ma" itd. Jeżeli to nie pomoże, to warto spróbować nieco inaczej...

4. Gdy maluch będzie na tyle empatyczne, że na słowa "ała, nie można cyca, bo mamę boli" (warto też posmarować pierś czymś czerwonym, aby bystry maluch miał dowód) bardzo się przejmie i nie będzie chciał sprawiać mamie bólu - tak odstawiła moja koleżanka.

5. W ostateczności... trzeba poczekać aż dziecko samo się odstawi od piersi. Ale oczywiście można delikatnie ten moment przyspieszyć stosując pkt 1 i (co chyba jest oczywiste) nie proponując piersi.

6. W skrajnych przypadkach można prosić lekarza o lek hamujący laktacje. Ale ten sposób wydaje mi się ryzykowany, bo jeżeli wybierzemy nieodpowiedni moment, to dziecko może być zdenerwowane, gdy z piersi będzie leciało mniej mleka.


A może któraś z Was ma już w tym temacie doświadczenie i podzieli się nim z innymi mamami?

Ja jeszcze nie jestem gotowa, ale kiedyś ten moment też nastąpi...

PS. Post nie ma na celu promować, ani robić antyreklamy kp. Tak dla rozwiania wątpliwości.
PS2. Ostatnie dni rozdania.... w poście poniżej... super nagrody ;-)

środa, 4 marca 2015

Rozdanie 2015 !!! NYX i Yves Rocher ZAPRASZAM

Z okazji tego, że jesteście ze mną, piszecie maile (z komentarzami trochę gorzej ostatnio ;-))... wracam do Was z MEGA rozdaniem. Widzicie to zdjęcie na gorze? To Wasza nagroda. Jest to paleta cieni (20 szt) i pomadek (10 szt) NYX (oryginalna z Douglasa), oraz maseczka nawilżająca z Yves Rocher i z tej samej firmy krem do rąk (oba kosmetyki po 75 ml). Piszę tak dziwnie, bo muszę pisac z telefonu bo mój laptop padł. 
Teraz konkrety. 
ROZDANIE TRWA MIESIAC od 04.03 do 04.04.2015. 
Wygrywa jedna osoba, ktora wybiore droga losowania.
Aby wziąć udział w konkursie należy:
- polubić strone na fb MAMA WIKINGA
- byc obserwatorem (tego :D) bloga, 
- udostepnic na swojej stronie (w dowolny sposob) wiesc o rozdaniu. 
Pod tym wpisem warto tez zostawic komentarz: 
"Obserwuje jako... 
Lubie na fb jako:...  
Udostepnilam: ... (link) 
Mój mail to:...". 

POWODZENIA !!!!



 

piątek, 13 lutego 2015

Łzami pisane

(List do Syna - ktory to juz?)

Synku!!!

Kazdego dnia ciesze sie kazdym Twoim malenkim gestem, kazdym usmiechem, kazdym slowem, kazda rzecza zwiazana z Toba, kazda sekunda wspolnie spedzona.
Siedze z Toba 24 godziny na dobe i ciagle mi jest malo, nigdy nie mam dosc i ciagle chce wiecej.

Czasem, tak jak dzis, gdy wstaje z naszej drzemki* jako pierwsza patrze na Ciebie gdy spisz - na usteczka, na zacisniete oczka, na te piekne, dlugie i ciemne (po dziadku) rzeski, na raczke ktora trzyma mnie za bluzke zebym nie uciekla, na policzki takie piekne i na wloski...
I mysle... ze jestes moim cudem.
I okropnie, smiertelnie, niewyobrazalnie sie boje, ze jestes moim marzeniem... ktore zostalo spelnione tylko na chwile.
I rycze.
KOCHAM CIE SYNKU!!!!


*Nie zawsze moge spac razem z Toba, czasem obowiazki wygrywaja ze zmeczeniem, a innym razem, jak dzis zmeczenie jest zbyt silne...


Rety...jak ja wspolczuje mamom, ktore utracily swoje skarby!!!!
I boje sie tych mysli, ktore mam, ale wiem, ze musze to z siebie wylac...

PS. Najpierw myslalam o tym co wyzej napisalam, a dopiero pozniej, przez kolezanke dotarly do mnie (nie mamy tv, a radia nie sluchalam, na gazety brak czasu) te straszne informacje o malym Maciusiu. O RETY.... ;-(

poniedziałek, 9 lutego 2015

"A puci, puci, puci..."

Niedziela.

Odwiedza Was mama/teściowa, lub któraś z cioć waszego dziecka.
Zaczyna się niewinnie. Kawka, ciasteczko, pogaduchy. Albo wspólny obiad. Albo zwykłe sprawy do załatwienia.
Jesteście z dzieckiem.
Ciocia/teściowa lub babcia nazwijmy ją "ciocia Stasia" zabawia dziecko. Zabawia, zabawia, zabawia.
Pora jedzenia. Maluszek je swoje jedzonko, a ciocia dalej zabawia - "oby się nie udławiło, oby się nie udławiło" - myślisz sobie.
Po jedzeniu kolejne: "Puci, puci, puci", "a kuku", "powiedz ciocia", "tu masz taką, tu siaką zabawkę... tysiąc zabawek... Ta piszczy, ta bzyczy, a ta jeździ".
Ciocia bierze dziecko na ręce, kołysze je, albo co gorsza podrzuca, kręci się z nim w kółko, gilgocze...
"Oby nie zwymiotowalo obiadu po takich zabawach..." - myślisz.
Przychodzi pora spania.
Ciocia dalej zabawia.
Zabawom nie ma końca.
Zwracasz grzecznie uwagę, że zaraz pora drzemki i że już trzeba wyciszać Szkraba.
Ciocia mówi "ok już nie zabawiam", "ok już powaga", ale nadal uśmiechami, ruchami i pozami zabawia dziecko, które zaczyna się śmiać. Wtedy ciocia odbiera to jako zaproszenie do zabawy i tłumaczy "no przecież nie wygląda na zmęczone".
A Ty widzisz że w krótkich przerwach w zabawie Twoje dziecko ledwo widzi na oczy.
Gotujesz się od środka. Tracisz cierpliwość. Zabierasz dziecko.
Ale już wiesz, że będzie problem z zaśnięciem, bo maluchy nie potrafią z ekscytacji przejść do spokoju i wyciszenia (my dorośli też mielibyśmy z tym problem). Dlatego dziecko zaśnie później niż zwykle, drzemka przesunie się w czasie i rozwali cały plan dnia. Przebodźcowane dziecko będzie miało wielki problem z wyciszeniem się, zaśnie późno, następna drzemka wypadnie o wiele później niż zwykle, a to doprowadzi do przesunięcia pory nocnego spania. A wiadomo (lub nie?) u większości dzieci jest tak, że legendę "jak później zaśnie, to dłużej będzie spało" można schować między baśni. Dziecko nie będzie spało dłużej. Może być nawet tak, że im później pójdzie spać, tym gorzej będzie spało i tym wcześniej wstanie.
Znów będziesz niewyspana, znów zmęczona, znów wkurzona na ciocię Stasię...


Na pewno znacie podobne sytuacje.
Ja również ...
I chyba nic nie można na to poradzić...


DLATEGO chwała osobom (babciom, ciociom itd), które szanują rozkład dnia dziecka, szanują pory drzemek, oraz to, że rodzice też chcą się wcześniej położyć (bez problemów z zasypianiem u dziecka), lub wieczorem mieć po prostu czas dla siebie.



poniedziałek, 12 stycznia 2015

Menu 10 miesięcy +

Za chwilę będzie wpis o Menu dla Maluszka, ale najpierw chciałabym Wam polecić stronę: Mamy Dzieci pl gdzie znajdziecie porady, bardzo ciekawe blogi, są też gry dla dzieci, kolorowanki i dużo innych wspaniałych rzeczy. Nas też tam można znaleźć ;-) Teraz wracam do tematu wpisu:

Zabierałam się i zabierałam za ten wpis, były problemy techniczne i inne takie, a teraz zamiast 10 miesięczniaka mam już Rocznego chłopca. Dlatego wpisałam 10 miesięcy +
Będzie to rozpiska czyli przykładowe menu, będą zdjęcia i przepisy, oraz kilka komentarzy na temat schematów żywienia czyli ogólnie rzecz biorąc inspiracje w komponowaniu menu dziecka. Po prostu widziałam, że jest zapotrzebowanie na taki wpis, bo coraz więcej jest pytań odnośnie przykładowych jadłospisów, także wychodząc Wam na przeciw... piszę...
Zapraszam ;-)

O początkach rozszerzania diety już pisałam na blogu. Dzisiaj napiszę jak na dzień dzisiejszy wygląda menu Jarusia. W sumie niewiele się zmieniło od 10 miesiąca ;-) Może zaczerpniecie parę pomysłów.

Na samym wstępie napiszę kilka bardzo istotnych informacji:
-  Na początku trzymałam się schematów, później widząc jak te schematy się zmieniają, obserwując schematy niemieckie lub francuskie doszłam do wniosku, że w nosie z tymi schematami - będę rozszerzała dietę Jarusia intuicyjnie, oczywiście zachowując zdrowy rozsądek i ostrożność (obserwacja dziecka, na początek niewielkie ilości nowego posiłku!).
- Tak też Jaro w miarę wcześnie jadł całe jajko (chyba ok 10 miesiąca właśnie), wcześnie (ok 4 miesiąca) wprowadziłam gluten (a raczej ekspozycję na gluten, pisałam o niej na blogu - teraz te stare wytyczne też już nie są aktualne), z powodzeniem wprowadziłam także produkty potencjalnie alergizujące takie jak truskawki (u Nas w sezonie czyli ok 8 miesiąca), cytrusy (w okolicach 10/11 miesiąc),  mleko krowie (i przetwory - chyba od ok 9 miesiąca), czy kakao (po 11 miesiącu).
- I tu przechodzimy do najważniejszego : Możecie podpatrywać całe to manu, lub tylko wybrane (np. jeżeli decydujecie o późniejszym wprowadzeniu glutenu do diety dziecka).

UWAGA!!!
- Pamiętajcie, że pierwsze dwa lata życia dziecka są decydujące. Zarówno pod względem emocji - "im więcej ciepła dziecku damy w tym okresie, tym więcej później dostaniemy", jak i odżywiania, ponieważ wykazano, że menu do 2 lat kształtuje dalsze upodobania i nawyki dziecka.
- Nie zapomnijcie również, że najlepsze będą zawsze produkty (owoce, warzywa itd) sezonowe, świeże, jak najbardziej naturalne.

Myślę że teraz możemy przejść do Menu mojego Pierworodnego.

ok godz. 9 ŚNIADANIE
Jest to zazwyczaj:
jajko, jajecznica, twarożek ze szczypiorkiem i/lub rzodkiewką kanapeczki z wedlinką, serem lub dżemem, naleśniczki, placki, racuchy... Do wielu posiłków np. do kanapeczek dodaję pokrojone warzywa - pomidory, ogórki świeże lub kiszone, sałatę, avocado...
Jest też czasem twarożek na słodko (np. z dżemem, o.k jłnwocem, cynamonem...), kanapeczki, owoce (banan, jabłko, mango, gruszka, mandarynki - te szczególnie sobie Jaro upodobał, po mamie, oraz wiele innych), placki, naleśniki, racuchy z twarożku, kaszki (bardzo rzadko).
  
Przykłady: 

1)

 Naleśniczki al'a gofry (na ok 4 sztuki):
- 1 szklanka mleka
- 1 szklanka mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 2 łyżki szklanki oleju (może być kokosowy)
- 1 jajko
- opcjonalnie: odrobina soli i cukru lub miodu

Wszystko mieszamy, smażymy na patelni bez tłuszczu, podajemy z dowolnym dżemem.
Wychodzi więcej niż dla takiego jednego szkraba, także myślę że i mama i tata się z tej porcji najedzą ;-) Dla Jarusia wystarcza jeden, czasem pół naleśniczka, zależy od dnia. Można zmniejszyć proporcje, wtedy wyjdzie mniej.
Myślę, że mąkę można zamienić na mąkę migdałową lub inną bezglutenową, proszek do pieczenia bezglutenowy i powstają naleśniczki bez glutenu

2) Naleśniczki

Nic prostszego: mąka, jajka, mleko.
Może być to mąka bezglutenowa.
Może to być budyń.
Pełna dowolność.

3) Twarożek

Twarożek z owocem np. jak w tym przypadku z bananem. Może być też z mango, kiwi, albo startą na grubych oczkach gruszką lub jabłkiem. Może być też z cynamonem lub miodem. Pamiętajcie, że musi to być dobry twarożek, najlepiej tłusty lub półtłusty, byle nie chudy, o jak najprostszym składzie.

4) Jogurt naturalny z dżemem/musem lub

Jogurt musi mieć dobry, naturalny skład. Ja korzystam z Klimeko - możecie powiedzieć, że drogi, ale ma dużą pojemność, starcza na parę dni (do 5 dni można go przechowywać w lodówce). Nadaje się zarówno do deserów, jak i np. do zagęszczania zupek.

 przykładowy dżem:
 Dżem z jabłkiem, dynią i sokiem z pomarańczy. PYSZNYYY!!!

5) Racuchy z twarożku
- 500 g twarożku
- 3 jajka
- 0,5 łyżeczki sody
- 1 cały budyń
- trochę soku z cytryny
- odrobinę cukru (opcjonalnie)

wersja z dżemikiem:


13:30/14 DRUGIE ŚNIADANIE 
CYC
 
15 OBIAD
Zupy np. rosołek, pomidorowa,  jarzynowa, barszcz, ogórkowa, a od niedawna kapuśniak (wcześniej o nim nie pamiętałam ;-)). Rybki z ziemniakami lub ryżem i surówką, mięsa np. cielęcina, wołowina, indyk, gęś, królik itd. z kaszą (gryczana, jęczmienna, kuskus, jaglana...)/ryżem/ziemniakami zwykłymi lub batatami, oraz warzywa np. brokuł, szpinak, kalafior lub wszelkiego rodzaju surówki...






18 KOLACJA
Kanapeczki, twarożek, leniwe pierożki, albo jogurcik naturalny z owockiem albo cynamonem, czasem kaszka lub dwa biszkopty, kilka chrupek kukurydzianych, albo dwa ciasteczka np. Babydream lub Hipp (te po 10 miesiącu mi mocno podpadły, bo są okrutnie słone, więc ich nie kupuję).


20:30 powiedzmy że II KOLACJA
CYC

W nocy:
CYC, CYC, CYC, czasem raz, czasem w ogóle, a czasem dwa razy. Według potrzeb.
 


MUSZĘ DODAĆ, ŻE:
* Wszystkie godziny są podane tak około. Posiłki nie są wyliczane co do minuty, wszystko zależy od tego jak Jaro wstał, ile trwała drzemka itd ;-)
* Czasem (bardzo rzadko, ale jednak) są takie dni, gdy Jaro jest tylko i wyłącznie na cycu, albo po prostu nie je obiadu, jedynie płynne lub pół płynne pokarmy. Są to momenty, gdy jest chory, lub ząbkuje. Nie ganiam go wtedy z łyżką, nie zmuszam, tylko akceptuję jego potrzebę i tyle.
* Jaruś dostaje ciasteczka dla dzieci (tak jak kiedyś pisałam - chcę, aby dziecko miało dostęp do produktów, aby później się na nie rzuciło), oraz domowe wypieki od czasu do czasu. Wszystko rozsądnie i z umiarem. BO: należy unikać zbyt dużych ilości cukru w tak młodym wieku, ponieważ cukier może uzależniać i wpływać na dalsze nawyki żywieniowe...
* Tak, karmię. I karmić będę... Nie wiem ile. Może jeszcze rok, a może mniej. Nie znam dnia i godziny o której przestanę karmić. Na razie nic nie planuję.
I przyznaję bez bicia, że karmienie piersią jest wygodne, bo daję w nocy cyca praktycznie przez sen. Z TYM ŻE początku karmienia piersią nie były łatwe, także ta (względna) wygoda którą mam dzisiaj została przeze mnie zdobyta z wielkim trudem - była krew, pot i łzy... Karmienie daje mi satysfakcję i przyjemność. Jestem z tego dumna. 
Uwielbiam karmienie piersią, ale nie ganiam karmiących mm. Jak kto woli. Dlatego proszę o wyrozumiałość. Negatywne komentarze nie zostaną dodane. Tyle w temacie karmienia piersią ;-)




PS. Rozdanie anulowane. 60 osób widziało, żadna nie wzięła udziału, także albo zdjęcia nie wyraźne, ale prezenty za słabe, a może reguły zbyt skomplikowane? No nic... Może następnym razem?